Sample Image





Podniesiony hałas rozszedł się tymczasem aż do kopalni, gdzie przedsięwzięto śledztwo, ale nic nie wykryto.
Dziewczęta nie pamiętały swych krzywdzicieli, wiedziały tylko, że ich było czuć naftą — w kopalni zaś pracowało pięciuset zuchów, z których każdy cuchnął petrolejem,
jakby im nawet w żyłach miast krwi krążył.
Sprawcy tedy pozostali w ukryciu, Kątowi zaś ubyły niepowrotnie dwa, łzy wylewające, dziewictwa, których dalsze losy kobiety postanowiły bacznie śledzić, zanotowawszy w pamięci
datę.
Burmistrz Migdał miał po tym wypadku noc bezsenną. I słuszna.
Kiedy miasto śpi snem niespokojnym umysłów dręczonych paniką, trudnoż głowie miasta zasypiać dobro publiczne.
Myśl o niem męczyła Migdała noc całą a także obawa, która mu się nagle, dopiero po zgaszeniu świateł w mieszkaniu zjawiła: obawa o córki.
Nie zdoławszy mimo wysiłku nic ku zabezpieczeniu dobra powszechnego wymyśleć, postanowił udać się nazajutrz rano do inżyniera, kierującego robotami.
Z tą decyzyą zdrzemnął się nad samym świtem. Zbudzono go wezwaniem, by poszedł przypatrzeć się gmachowi urzędu gminnego. Poszedł.
Na drzwiach budynku bieliły się kreda wypisane wyrazy, na których widok krew skrzepła w żyłach Migdała. Słowa te brzmiały:
"To jeszcze nie koniec!"
Kto je nakreślił?
Nie domyślano się wcale, a biegli daremnie wpatrywali się w charakter pisma, ścigani zdala, z za węgła domu stolarza, oczyma jego tak wcześnie rozwiniętego chłopca, Kazika, który
się psotliwie uśmiechał.
Trzeba działać! — pomyślał burmistrz.
Niezwłocznie też udał się do kopalni, gdzie miał dosyć długą rozmowę z naczelnym inżynierem, który niezmiernie ubolewał nad haniebnemi wypadkami, ale otwarcie wyjawił swoją
wobec nich bezsilność.
— Obawiam się kochany panie — mówił — że to się będzie powtarzać.


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 Nastepna>>